Najbardziej kreatywny moment w karierze: zamawiający wymagał „lokalizacji oddziału firmy w odległości maksymalnie 50 kilometrów od siedziby zamawiającego". Mam firmę w Radomiu, on w Lublinie — 130 kilometrów. Wziąłem domek letniskowy teścia w Puławach, przybiłem tabliczkę „Janusz Sp. z o.o. — Oddział Puławski", kupiłem stół składany i komputer z lat dziewięćdziesiątych. Zamawiający przyjechał na inspekcję. Akurat była niedziela, teść był w domku i pił bimber z sąsiadem. Komisja uznała, że to bardziej autentyczny oddział regionalny niż jakikolwiek odział korporacji. Wygrałem. Teść dostał za to nową kosę do trawy.