Pisałem odwołanie do KIO w piątek o północy, po pięciu piwach. Zacząłem od „Szanowna Pani Przewodnicząca, ja już nie mogę" i tak po prostu poleciało. Trzydzieści stron emocji, faktów i jednego błędu w numerze rachunku zamawiającego. KIO uznało zarzuty, bo „wykonawca wykazał szczególne zaangażowanie w sprawę". Trzeźwe odwołania są zawsze odrzucane. Polskie KIO honoruje stan ducha. Wniosek: pisać tylko po piwie, ale przed wódką.