Piątek, ostatni dzień składania ofert. Dwie godziny do północy. Brakuje mi czterech podpisów. Zwołałem rodzinę do kuchni. Grażyna podpisuje jako „członek rady nadzorczej". Pioter jako „młodszy specjalista". Brat jako „dyrektor zarządzający". Pies Borys jako „oficer do spraw bezpieczeństwa" — odcisk łapy w tuszu. Złożyłem ofertę o 23:58. Komisja zatwierdziła. Tylko prawniczka zamawiającego zauważyła, że oficer do spraw bezpieczeństwa ma niezwykle dużą stopę. Powiedziałem: doświadczony człowiek, masywny.